Zoo w Darjeeling

jak zwykle - drzemiace psiaki wszedzie

jak to w zoo....cicho!

zamieszanie zaczelo sie juz przy misiaku...

jak widac nie tylko psy spia w dzien...

Amy byla troszku zszokowana zachowaniem miejscowych w zoo...tak zeby wam skrocic delikatnie - gwizdali, cmokali, wolali, krzyczeli, machali czym sie dalo, tylko po to by zwrocic uwage zwierzaka. 

ta rodzina nas przesladowala...

kura po tuningu

pogoda dopisala

to ten co mi wczesniej tak ladnie wyszedl, daleko sie nie ruszyl.

bo najlepiej widac tygrysa obok bialej kobiety! tu Amy stara sie odejsc od siatki.

my wzbudzalysmy wiecej zamieszania niz tygrys...

ten tu okaz mezczyzny krzyczal i machal lapami i prowokowal tygrysa do jakiejs gwaltowniejszej reakcji. wybitnie irytujace bylo to musze powiedziec.

az mnie moj cycek boki jak na to patrze...

powowne zamieszanie na chodniku

a tu byl koniec sciezki i nie bylo gdzie uciec! dorwali nas do foty dla nich, i ja sie przelamalam i poprosilam o odwzajamnienie przyslugi. uzbieralam spora kolekcje po jakims czasie...

male odwazne poki malpa nie pokazala jak daleko siega za kratke.

kolejna zdjecie do albumu kolejnej rodziny

mis sie zajal konsumpcja w miedzyczasie

troszku mglilo i padalo w drodze powrotnej

i znowu zagryzam tym samym...pakora sie to chyba nazywalo.

a tu chleb tybetanski z maslem orzechowym..jejku, juz sie slinie.

 po drodze..

ladna mgla nie? gdzie te gory do jasnej ciasnej...

Comments

Popular Posts